Puchar Polski: Podbeskidzie Bielsko-Biała – Lech Poznań 0:3

Puchar Polski Podbeskidzie Bielsko-Biała - Lech Poznań 0 3

 

Lech Poznań jest ostatni w lidze, ale w rozgrywkach pucharowych spisuje się świetnie. Najpierw zdobył Superpuchar, teraz po pokonaniu 3:0 Podbeskidzia Bielsko-Biała awansował do 1/8 finału Pucharu Polski

Niewiele nadziei pozostało w Lechu Poznań i jego kibicach po serii porażek, z ostatnim 1:4 z Koroną Kielce na czele. Niewiele powodów, by oczekiwać że w meczu Pucharu Polski z Podbeskidziem Bielsko-Biała coś się odmieni. A przecież Puchar Polski piłkarze Lecha musieli ratować przede wszystkim – jedna porażka jest brzemienna w skutki, nie da się jej odrobić, jak w lidze.

– Liczę na rychły powrót do gry kilku ważnych zawodników – stwierdził trener Jan Urban i wymienił Szymona Pawłowskiego i Darko Jevticia. Ci piłkarze, gdy są w formie, zmieniają oblicze Lecha i podnoszą jakość jego gry.

Poza nimi trener wystawił też Jana Bednarka w obronie, a w bramce znalazł się po raz pierwszy Matus Putnocky. To jednak wejście Szymona Pawłowskiego i Darko Jevticia okazało się kluczowe.

Lech bowiem prowadził grę przeciwko zdegradowanemu niedawno z ekstraklasy Podbeskidziu, ale podobnie robił także w poprzednich meczach. Nie stwarzał jednak sytuacji bramkowych, a w każdym razie stwarzał ich za mało i nie potrafił wykorzystać.

W Bielsku-Białej było podobnie. Lech budował akcje, ale zagrozić bramce rywali nie umiał. Poza strzałem Macieja Makuszewskiego nie miał dogodnej okazji bramkowej.

A Podbeskidzie – owszem. Szybki Łukasz Sierpina wystawił obronę Lecha do wiatru, ograł Jana Bednarka i był bliski gola. Damian Jakubik również.

Wtedy właśnie do akcji wkroczył Darko Jevtić. Nie dało się z gry, to sięgnął po rzut wolny. Dośrodkował z niego ładnie, niebezpiecznie i piłka odnalazła skradającego się pod bramką Tomasza Kędziorę. Ten zdobył bramkę.

A była to 44. minuta, zatem Lech strzelił gola zwanego potocznie „bramką do szatni”. Taką, na którą rywal nie ma już zbytnio czasu odpowiedzieć i musi z nią zejść do przerwy, na świeżo świadom swego fatalnego położenia.

To nie był zatem zwykły gol na 1:0, o którym kiedyś można było powiedzieć, że jest warunkiem powodzenia Lecha w meczu, dopóki nie przyszedł pojedynek z Koroną Kielce. W nim Kolejorz prowadził 1:0, a i tak przegrał 1:4.

Tym razem miał gola, który mógł podciąć Podbeskidziu skrzydła. Miał drugą z rzędu szansę na to, by się przełamać, a nie skompromitować.

Skrzydła Podbeskidzia nie zostały jednak zupełnie podcięte, gdyż po przerwie gospodarze ruszyli do natarcia. Robert Demjan – niedawny król strzelców ekstraklasy – nie trafił do siatki w sytuacji typowej raczej dla Lecha – miał otwartą drogę do bramki i obrońców daleko od siebie. Wcześniej Matus Putnocky w odważny sposób zatrzymał Damiana Chmiela.

Lech natomiast miał długo kłopoty pod bramką gospodarzy, ale do czasu. Nicki Bille znów irytował nieskutecznością, ale to właśnie on w 63. minucie strzelił na 2:0 strzałem z boku pola karnego. Uniósł po nim pięść i wyraźnie pokazał, jak bardzo mu z tego powodu ulżyło. To był bowiem jego pierwszy gol od kwietniowego meczu z Piastem Gliwice.

Po raz pierwszy od meczu z Ruchem Chorzów w zeszłym jeszcze sezonie lechici mieli komfortową sytuację. Po raz pierwszy pozbyli się presji, mogli nabrać swobody i zagrać na luzie. Po raz pierwszy od lipca to rywale gubili się w natarciu, a nie Lech, a Nicki Bille w 86. minucie mógł ustalić wynik na wysokie 3:0 dla Kolejorza.

Kolejnym rywalem Lecha będzie zwycięzca czwartkowego meczu Stomil Olsztyn – Ruch Chorzów.

http://www.poznan.sport.pl/sport-poznan/1,124479,20523829,podbeskidzie-bielsko-biala-lech-poznan-0-3-kolejorz-efektownie.html

Trenuj Palec - 50 PLN - 728x90

Comments are closed.